Kiedy myślimy o pluszowych zwierzętach, zwykle widzimy przed oczami to, co najbardziej oczywiste.
Miś. Pies. Kot. Lis. Może sarna.
I oczywiście bardzo je lubię. Ale przyroda ma przecież znacznie więcej do zaoferowania.
Gdzie jest zaskroniec? Żmija zygzakowata? Zwinka? Pająk krzyżak? Mrówka?
No właśnie. I chyba dlatego Cornelißen tak dobrze wpasował się w KaRoKa.
Bo w lesie dzieje się znacznie więcej
Mam słabość do zwierząt, które nie zawsze są pierwszym wyborem, kiedy ktoś szuka pluszaka.
Może dlatego, że patrzę na nie trochę inaczej. Ukończone leśnictwo zobowiązuje. ;)
Las to nie tylko duże ssaki, które znamy z książek i filmów.
To także zwierzęta, które przemykają pod krzakami, wspinają się po drzewach, pełzają w trawie, budują pajęczyny albo są tak małe, że można przejść obok nich i nawet ich nie zauważyć.
I właśnie ten świat lubię pokazywać w KaRoKa.
Cornelißen daje mi do tego naprawdę dużo możliwości.
Zaskroniec, żmija i wąż Eskulapa
Przyznaję - kiedy pierwszy raz patrzy się na taką listę, można się trochę zdziwić.
Pluszowa żmija? Pająk krzyżak? Mrówka? A dlaczego nie?
Przecież jeśli chcemy pokazywać dzieciom świat zwierząt takim, jaki naprawdę jest, to nie możemy ograniczyć go do tych, które są duże, puchate i mają słodkie oczy.
W ofercie Cornelißen są między innymi zaskroniec, żmija zygzakowata, wąż Eskulapa, traszka grzebieniasta, salamandra plamista, zwinka, kuna leśna, motyl rusałka pawik czy pająk krzyżak.
I nagle okazuje się, że z kilku pluszaków można zrobić całkiem niezłą lekcję przyrody.
Tylko że bez tablicy, kredy i odpytywania. ;)
Najpierw: „Co to jest?”
A potem zaczyna się najlepsza część.
Bo kiedy dziecko widzi lisa, raczej wie, co to jest.
Ale kiedy dostaje do ręki zwinkę albo zaskrońca, może paść pytanie:
„A co to właściwie jest?”
I bardzo dobrze. Bo właśnie od takiego pytania zaczyna się ciekawość.
Można wtedy sprawdzić, gdzie mieszka dane zwierzę, czym się żywi, czy naprawdę można spotkać je w Polsce i dlaczego ma właśnie taki wygląd.
Nie każda maskotka musi być „edukacyjną pomocą dydaktyczną”.
Czasami wystarczy, że zachęci do zadania kolejnego pytania.
Cornelißen nie próbuje być Hermannem Teddym
Tak ma być. W KaRoKa mam już marki, które lubię z zupełnie różnych powodów.
Wild Republic daje ogromną różnorodność i wiele charakterystycznych kolekcji.
Hermann Teddy zachwycił mnie miękkością, detalem i tym szczególnym wrażeniem, które pojawia się przy pierwszym dotyku.
A Cornelißen?
Cornelißen pozwala mi zajrzeć trochę głębiej w świat zwierząt
Nie chodzi tu o wielkie kolekcjonerskie maskotki.
Chodzi o to, żeby mieć możliwość pokazania kolejnego gatunku. Takiego, którego nie znajdziemy u innych marek albo który po prostu dobrze uzupełnia moje pluszowe zoo.
Dlatego te marki nie muszą ze sobą konkurować. One się uzupełniają.
Nie tylko nasza fauna
Oczywiście Cornelißen nie zatrzymuje się na polskim lesie.
W KaRoKa są również zwierzęta z innych części świata – między innymi aksolotl, kameleon, wielbłąd – jednogarbny i dwugarbny, surykatka, ryba skrzydlica czy rekin wielorybi.
I to też jest fajne.
Bo można zacząć od pytania o zwierzę znalezione w polskim lesie, a za chwilę wylądować przy aksolotlu po drugiej stronie świata.
Przyroda nie kończy się przecież na naszej działce.
A potem pojawiły się ptaki… na ołówkach
Jakby samych zwierząt było jeszcze mało, Cornelißen ma również drewniane ołówki z figurkami zwierząt.
W KaRoKa postawiłam przede wszystkim na ptaki – między innymi bielika, pójdźkę, rudzika, sikorę modrą czy sowę śnieżną.
I to jest jeden z tych drobiazgów, które bardzo lubię. Bo to nie jest kolejny pluszak, który trzeba gdzieś postawić. To zwykły, praktyczny ołówek, tylko z małym ptasim dodatkiem.
A figurkę można zdjąć i przełożyć na kolejny ołówek.
Czyli mamy trochę przyrody, trochę zabawy i coś, z czego naprawdę można korzystać.
A jeśli przy okazji do darmowej dostawy brakuje kilku złotych? Bielik może uratować sytuację. ;)
Dlaczego właśnie Cornelißen?
Bo po 22 latach prowadzenia KaRoKa coraz lepiej wiem, czego szukam.
Nie chcę mieć wszystkiego.
Nie chcę też kopiować cudzych sklepów i kompletować oferty tylko dlatego, że „to się sprzedaje”.
Chcę mieć ciekawe zwierzęta.
Takie, które są dobrze odwzorowane. Takie, które pozwalają pokazać dzieciom kawałek prawdziwego świata. I takie, przy których sama mam ochotę powiedzieć:
„O, tego jeszcze nie mamy!”
Cornelißen bardzo dobrze wpisuje się w tę filozofię.
Bo mój pluszowy las nie kończy się na lisie i sarnie.
W lesie jest kuna. Jest zaskroniec. Jest żmija. Jest zwinka. Jest pająk. Jest mrówka.
A czasem trzeba tylko trochę lepiej się rozejrzeć.
I właśnie za to lubię Cornelißen.
Bo przyroda jest ciekawsza, kiedy patrzymy szerzej
Może więc następnym razem, kiedy podczas spaceru coś przemknie między liśćmi, nie przejdziemy obok tego obojętnie. Może to będzie zwykła mrówka. Może jaszczurka.
A może coś, czego nazwy jeszcze nie znamy.
I wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa - sprawdzamy, co to właściwie było.
A jeśli później znajdziemy jego pluszowego odpowiednika w KaRoKa?
No cóż - zapraszam do mojego niezwykłego pluszowego lasu!